Jakiś czas temu sięgnęłam po kultową pozycję z dziedziny produktywności, książkę “Praca głęboka” Cala Newporta. Słyszałam o niej wiele razy, pojęcie takiej pracy przewijało się na blogach i w postach innych, ale jakoś nigdy nie mogłam się do niej zabrać. W końcu nadszedł ten czas i co to było za czytanie! Uwielbiam książki, w których czuję, że autor i ja nadajemy na tych samych falach, są dla nas ważne te same kwestie w rozwoju człowieka. Zanotowałam sobie kilka istotnych tematów i dzisiaj podzielę się z Wami tym, jaką naukę wyniosłam z tej lektury.
Czym właściwie jest praca głęboka?
Książka “Praca głęboka” była dla mnie w pewien sposób przełomowa, bo usystematyzowała moją wiedzę o tym, jak pracować i uczyć się bardziej efektywnie. Niby od zawsze wiedziałam, że utrzymanie skupienia jest bardzo ważnym aspektem skuteczności w działaniu, ale chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to faktycznie znaczy ta “praca głęboka”. To nie będzie praca w miejscu, gdzie z otoczenia napływają do Ciebie przeróżne, rozpraszające dźwięki, mimo że nikt osobiście Ci nie przeszkadza w pracy i masz wyłączony telefon. Nie będzie to też praca, gdy wiesz, że zaraz ktoś Cię odwiedzi albo czekasz na pilną przesyłkę.

Czym dla mnie stała się praca głęboka po przeczytaniu książki?
Moja definicja będzie taka: praca głęboka, to praca w świętym spokoju, kiedy wiesz że nic i nikt Cię od niej nie oderwie przez najbliższe kilkanaście minut. Kiedy możesz w pełni się skoncentrować na jednym, konkretnym zadaniu, a środowisko w jakim pracujesz temu sprzyja.
Czasami warto się nudzić
Ciekawą rzeczą w książce Newporta był też fragment o nudzie. Wydawałoby się, że skoro jest to pozycja o produktywnym działaniu w skupieniu i jego zaletach nie będzie tutaj mowy o obijaniu się i leżeniu plackiem na łóżku. Nuda tak naprawdę jest nam potrzebna. I nie mówimy tutaj o nudzie pod postacią scrollowania social mediów i sprawdzania wiadomości, tylko o nudzie, kiedy nie robimy zupełnie nic. Leżymy, siedzimy lub chodzimy sobie i po prostu dajemy płynąć myślom. Z własnego doświadczenia wiem, że robienie niczego bywa bardzo trudne. Szczególnie, gdy wisi nad Tobą jakaś lista zadań do zrobienia albo zaczynasz zauważać jak bardzo masz niewysprzątane mieszkanie. Przypominasz sobie, że nie sprawdzałaś od kilku godzin co tam na Instagramie i ręka sama sięga po telefon. Robienie niczego wymaga samodyscypliny, ale akurat ćwiczenie jej będzie bardzo pomocne w kontekście budowania dyscypliny w regularnej pracy głębokiej, czy w innych zadaniach.
Praca głęboka vs praca na open space
Ostatnim fragmentem, który najbardziej przemówił do mojego serca był ten, który mówił o miejscu pracy. A dokładniej o tym, w jaki sposób powinno się projektować miejsca pracy, aby sprzyjać pracy głębokiej pracowników. Drogie korporacje! Przeczytajcie proszę tę książkę i wyciągnijcie z niej wnioski! Czego dowiedziałam się ja?
- Praca na open space nie sprzyja skupieniu. Koniec i kropka. Mamy rozpraszacze w postaci innych ludzi, telefonów, drukarek, trzaskających drzwi i często też jakichś szumiących wentylatorów. Praca głęboka jest trudna do osiągnięcia w takich warunkach.
- Idealny model miejsca pracy zakłada podział na dwie przestrzenie. Jedna do dzielenia się pomysłami, rozmów, druga – do pracy głębokiej w postaci osobnych gabinetów. Najlepiej jakichś dźwiękoszczelnych.
Przy okazji tej części książki od razu przypomniałam sobie o tym, jak to było na studiach kiedy chciało się umówić z jakimś profesorem na konsultacje. Czasami bardzo ciężko było ich złapać, gabinety były zamknięte i tak dalej. Teraz sobie tak myślę, że możliwe że profesorowie bunkrowali się przed studentami i innymi pracownikami w gabinetach, żeby właśnie mieć czas na pracę głęboką i pisać wartościowe publikacje naukowe.

Po przeczytaniu tej książki mam już teraz zawsze z tyłu głowy, żeby dbać o maksymalne skupienie jeśli robię coś ważnego, coś na czym mi zależy. No i rzecz jasna, pozwalam sobie czasem na nudę :). Nie jest ona aż tak zła jakby się wydawało, a może nawet pomóc nam w skupieniu przy innych czynnościach.




